Poniżej znajdują się świadectwa nadesłane lub przygotowane przez nas jako wywiady lub spisane historie.

Warszawa, 2019 rok

Adam Nowosad. Jest Pan wspaniałym misjonarzem księdza Jerzego, proszę opowiedzieć naszym przyjaciołom jak zaczęła się Pana znajomość z tym błogosławionym. Celowo dodaję z błogosławionym, bo z tego co wiem, zbliżył się Pan do tego świętego kiedy nie było Go już wśród żywych.

Andrzej Dembiński. Tak, to prawda nie było mi dane poznać księdza za Jego życia. Kiedy przyszła ta straszna wiadomość o porwaniu, byłem na przymusowej emigracji we Francji. W Polsce byłem persona non grata.

Był to dla nas wszystkich ogromny wstrząs. Szczególnie we Francji, bo Francuzi, bardzo Polskę wtedy wspierali. Wszędzie były napisy w biurach, biurowcach „Solidarność”. To była, no nieprawdopodobna sprawa. I w mojej głowie się to nie mogło pomieścić, przecież ja mam w sobie, w przodkach, we krwi, w ciele, w rodzinie cały czas tradycję Jagiellońską. Polska szeroka, Polska akceptująca, Polska szlachetna. W Polsce przecież nie było mordów takich, jak na przykład na dworze carów, że tam praktycznie nikt nie umierał śmiercią naturalną…

Poczułem, że muszę jakoś zareagować na taką zbrodnię. Wyprodukowałem więc ogromną ilość ulotek z wizerunkiem księdza i napisem „Nie zapomnimy” i zacząłem je roznosić po całym Paryżu. Oczywiście pomagała mi w tym cała moja rodzina. Moje dzieci z zapałem rozklejały takie specjalne nalepki z tym napisem i zdjęciem księdza, wszędzie gdzie tylko mogły. Robiliśmy to całą noc, a rano dzieci szły do szkoły i tam też naklejały te ulotki. Ja z żoną do 3 w nocy naklejaliśmy ulotki wokół konsulatu, a nawet na drzwiach tego urzędu. Mieliśmy świadomość zagrożenia, bo tam przecież w środku za zamkniętymi drzwiami byli sami ubecy. Jaką była ta załoga niech świadczy fakt, że od wprowadzenia w Polsce Stanu Wojennego ani razu nie wywiesili polskiej flagi. Pojawiła się ona dopiero około 1986 roku, musiałbym to sprawdzić w notatkach. To naklejenie ulotki na drzwiach sprowadziło na mnie sporo kłopotów - wspomnę jeszcze o tym, ale dotyczyło to innej okoliczności…

Generalnie, po wprowadzeniu w Polsce Stanu Wojennego Wraz z przyjaciółmi Francuzami powołałem wtedy taki komitet „Francuzi dla Polski” który działał konspiracyjnie. Chodziło nam o to, żeby nikt z zewnątrz, zwłaszcza sowiecka agentura nie zdołała nas infiltrować. Pomagało mi wtedy wielu wybitnych Francuzów, artystów, polityków i arystokratów. Byli to ludzie wpływowi, świadomi sowieckiego zagrożenia i dla zachodniej cywilizacji. Przy ich pomocy i przy wsparciu mera Paryża, Chiraca organizowaliśmy wystawy o polskim oporze wobec totalitaryzmu, o polskiej kulturze i dumie naszego miłującego wolność narodu. Były to stałe wystawy w merostwie i jego dzielnicowych urzędach, ale były też takie wystawy objazdowe. Czasem w soboty i niedziele po Francji jeździło nawet 60 takich specjalnych tirów z wystawami.

Warte podkreślenia jest, że urzędy miast udostępniały nam swoje lokale a nawet delegowały urzędników do pomocy. Do pomocy dla tej sprawy włączało się wielu wybitnych Francuzów. Wspomnę tu o pani Solange Marshal, która była wicewojewodą paryskiego województwa. Jej ojciec był łącznikiem francuskiego sztabu generalnego przy  Piłsudskim. Była ona bardzo pro polska. Takich ludzi było dużo więcej, dlatego poświęciłem im książkę w której opisałem ich działalność i niezwykłe dla Polski zasługi.

Jestem osobą wierzącą od 10 lat. Wkrótce będzie rocznica, ale o tym dowiecie się już nie długo. Dzisiaj pragnę opowiedzieć o tajemnicy świętych obcowania w moim życiu, odsłaniając rąbek tajemnicy mojego życia. Tylko tyle ile potrzeba, by zaświadczyć, że świętych obcowanie jest realną częścią naszego życia.
Dziesięć lat temu, kiedy powróciłam na łono Kościoła i zaczęłam pogłębiać swoją wiarę dowiadując się o kolejnych świętych tajemnicach, spotkałam ją. Moja pierwsza Święta – Faustyna Kowalska. Nie trzeba jej nikomu przedstawiać, bo chyba każdy na tej malutkiej kuli ziemskiej coś o niej słyszał. Każdy, oprócz mnie w tamtym momencie.
Od kiedy pamiętam obraz Bożego Miłosierdzia wisiał w moim pokoju w Kazachstanie. Nawet kiedy nie byłam wierzącą, moja mama potrafiła gdzieś do kieszeni torebki schować małego Jezusa Miłosiernego. Nic z tym nie robiłam, nie przeszkadzał mi, póki nie wchodził w drogę. Jednak nie miałam wtedy pojęcia, że zawdzięczamy powstanie tego obrazu właśnie św. Faustynie.
Poznałam ją, kiedy przyszłam do swojego kościoła parafialnego. Akurat w mojej parafii posługiwały Siostry ze Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia. Dlatego mieliśmy obraz św. Faustyny i duży Bożego Miłosierdzia. Kult św. Faustyny był obecny z powodu właśnie tych Sióstr. Posługiwała w naszej parafii od lat s. Klaudia, której tak wielu tak wiele zawdzięczają. To ona sprawiła swoją osobą, życiem i opowiadaniem, że zainteresowałam się św. Faustyną.

Listopad jest bardzo ważnym miesiącem w moim życiu. Pan Bóg wszystko tak pięknie ułożył, że lepiej bym nie mogła sobie wymyśleć. A mam naprawdę bujną wyobraźnię! Zapytajcie moich przyjaciół
Czytaj więcej: ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI – CZY ROCZNICA POWROTU W TWOJE RAMIONA?.
Tak się jakoś złożyło, że urodziłam się w listopadzie, choć planowany termin porodu był wyznaczony na początek grudnia. Bóg jednak chciał, by listopad stał się tym wyjątkowym dla mnie miesiącem.
Panuje przekonanie, że kobieta nie mówi o swoim wieku, ale co tam, ja się go nie wstydzę… Urodziłam w 1993 roku, ale tylko w 2011 zrozumiałam po co… W listopadzie właśnie…
Ciekawy zbieg okoliczności, prawda? Ku większemu zaskoczeniu – był to 11 dzień 11 miesiąca 11 roku. Symboliczne, no nie?
Wróćmy jednak ku początku. Czuję, że muszę dać świadectwo. Wszakże jest to 10 rocznica powrotu w Jego kochające ramiona.

Nazywam się Pierrette Landry,  jestem Francuzką Kanadyjką i urodziłam się na Wyspie Świętej Magdaleny (Kanada).

O błogosławionym ks. Jerzym Popiełuszko usłyszałam z telewizji, a później sama starałam się o Nim znaleźć coraz więcej informacji.

Gdy miałam 18 lat Polski Papież Jan Paweł II odwiedził Kanadę.

Historia młodego polskiego księdza -  ks Jerzego bardzo poruszyła moje serce. Dowiedziałam się tylko, że został porwany, a reszta informacji o Nim była bardzo trudna do zdobycia; podobnie jak wielu innych księży przed nim - został On zamordowany.

W 1986r. zobaczyłam czasopismo ze zdjęciem ks. Jerzego na pierwszej stronie zatytułowane "Wzruszająca historia ks. Popiełuszki". Szybko zakupiłam ten magazyn i nie mogłam się doczekać by wrócić do domu i przeczytać artykuł o ks. Jerzym.

Wtedy zaczęła się moja miłość do ks. Jerzego !

W magazynie było zdjęcie ks. Jerzego z Lechem Wałęsą - to bardzo poruszyło moje serce i przywołało wspomnienie o "Solidarności".

W 2017r. postanowiłam wyszukać więcej informacji  na google na temat mojego bohatera - ks. Jerzego. Odkryłam wtedy, że ma żyjących krewnych, że za Jego wstawiennictwem dokonał się cud i że jest On teraz na drodze do świętości.

Zaprzyjaźniłam się z innymi ludźmi, którzy tak jak ja kochają ks. Jerzego: Karolina, Esther i Inna - pomagają mi bliżej poznać ks. Jerzego.

Bardzo chciałabym je spotkać, przytulić i przyjechać na Żoliborz - głęboko wierzę, że ks Jerzy ma dla mnie plan.

Kiedy się do niego modlę zwracam się do niego po imieniu: " Jerzy " bo myślę o Nim jak o moim Aniele stróżu, który chroni mnie i moją rodzinę.

Zawsze się do Niego modlę, a On nieustannie jest w moich myślach i w moim sercu. 

Bardzo żałuję, że nie miałam okazji go poznać, ale nieustannie modlę się by kiedyś spotkać go w raju....

Pragnę podzielić się krótkim świadectwem mojej przyjaźni z bł. Ks. Jerzym Popiełuszką. Kiedy zamordowano ks. Jerzego, miałam 3 lata. Z tego czasu pamiętam przewijające się przez usta rodziców trzy nazwiska: Wojtyła, Wyszyński i Popiełuszko. Nasi rodzice opowiadali o nich jak o bohaterach. Pamiętam z dzieciństwa czarno białą książkę, na której okładce była trumna ks. Jerzego i duży napis Popiełuszko. Moja starsza siostra, młodszy brat i ja wzrastaliśmy w tym duchu. Moja rodzina jest wierząca, tata jest zakrystianinem i często w naszej wiosce dokuczano nam z powodu wiary "przezywając" tatę i brata Popiełuszko. Ale to nas nie zrażało a nawet zachęcało do poznawania postaci ks. Jerzego. Tak więc rosłam w obecności ks. Jerzego. Był ze mną zawsze, odkąd pamiętam. Prosiłam Go o wsparcie w różnych intencjach, był ze mną, kiedy wyjeżdżałam do zakonu jest i teraz. Pomógł mojemu bratankowi Wojtusiowi zmagać się z wrodzoną chorobą. Kolejne pokolenie mojej rodziny zaprzyjaźniło się z naszym błogosławionym. Jest ciągle wzywany w rodzinie.  Odczuwam Jego obecność w moim życiu, w życiu naszej rodziny. Rosłam z nim i teraz kiedy mam 40 lat, mogę nadal powiedzieć, że ks. Jerzy był od zawsze, jest i będzie. Spełniły się słowa Jana Pawła II, który powiedział:

„Oby z tej śmierci wyrosło życie tak jak z krzyża Zmartwychwstanie".

Jedenaście lat, aż musiałem sprawdzić - serio - jedenaście lat temu na głównym warszawskim placu, który powinien chyba nosić nazwę Zesłania Ducha Świętego, odbyła się  beatyfikacja - jedyna taka, beatyfikacja męczennika za prawdę - wychowanka Prymasa tysiąclecia i gorliwego ucznia „polskiego” Papieża.

Musiałem sprawdzić, bo nie dowierzałem, po jedenastu latach od tego spektakularnego i chyba najważniejszego dla Polski i dla Kościoła w Polsce wydarzenia wybrałem się na mszę rocznicową do Sanktuarium bł. ks. Jerzego Popiełuszki na warszawskim Żoliborzu i… konsternacja… Nie do wiary - jak się dowiaduję od parafian, na mszach poprzedzających ten dzień nawet nie ogłoszono, że to jest rocznica beatyfikacji.

O Mamie bł. ks. Jerzego.

To niezwykła Mama, nieraz proszę o Jej pomoc i wstawiennictwo... 

Miałam z panią Marianną takie dziwne doświadczenie - opiszę jak to było:

Czytaj więcej: Pożegnanie Waldemara Chrostowskiego
"Aż ciśnie się na usta by przywołać sławny cytat z ks. Twardowskiego - śpieszmy się kochać ludzi… ale nie, nie! W przypadku Waldka tak nie było. Odchodził długo, bardzo długo i w strasznych mękach. Tak, mękach i nie mam tu na myśli jedynie wycieńczającej ciało choroby, ta wyniszczała to co widoczne. Waldemar cierpiał duchowo - okrutnie cierpiał i właśnie to go zabiło. Kiedy jeszcze mogłem z nim nawiązać kontakt, powtarzał w kółko, czemu oni mi to zrobili… No właśnie - czemu mu to zrobili???
Kiedy ubeckie sługusy przywiozły go do mieszkania, kilka dni wcześniej uprowadzonego ks. Jerzego, bo tylko tam się czuł bezpieczny mówił mi, że bez wahania zaryzykował swoim życiem, żeby powiedzieć światu kto dokonał zamachu na księdza. Kilka dni później dowiedzieliśmy się, że był to zamach na życie księdza.

Warszawa, czerwiec 2019 r.

Wypełniając jedno z podstawowych zadań Misji bł. księdza Jerzego, do których należy gromadzenie świadectw przydatnych w szerzeniu Jego kultu, trójka Misjonarzy w składzie Grażyna Siemion, Inna Meshkorez oraz Adam Nowosad spotkali się w czerwcu 2019 roku z trzema siostrami Szarytkami, które w październiku 1984 roku ubierały ciało księdza Jerzego przed złożeniem Go do trumny. Zdarzenie to miało miejsce w białostockim prosektorium. Aniela Niemiec, Barbara Lisowska i Maria Bereza, były wówczas młodymi siostrami Zakonu Sióstr Miłosierdzia i z założenia zajmowały się głównie opieką nad małymi dziećmi. Jednak Opatrzność Boża sprawiła, że to właśnie im przypadła w udziale misja która, jak się okazało odcisnęła na ich życiu trwały ślad. W klasztorze sióstr przy ulicy Tamka 35 w Warszawie. Siostry, które obecnie pełnią posługę w warszawskiej filii zakonu, podobnie jak i my uważają, że nic nie dzieje się przypadkiem. Spotkanie zaczęliśmy więc od pytania - w jakich okolicznościach dotarła do nich wiadomość o czekającym je zadaniu.

Warsaw, October 2009

Adam Wiesław Nowosad:
son of Edward and Alexander.
Born on 25 March 1952,
residing in Warsaw.

Ha-2-3;2,2-3.

And you answered with those words:
"Write down the vision, write it down on the boards,
So that they can be read easily.
This is a time-stamped vision,
but its fulfilment will inevitably take place;
And if it is delayed, you should expect it,
because in a short time it will come reliably."

 

Drawing the sign of the cross

In the name of the Father and the Son and the Holy Spirit.

At the age of 58, while maintaining the conviction of full mental power, I present a description of the "event" I have experienced in the past.

It was about 46 years ago when I was 9 - 11 years old. It was probably 1961, maybe 1963. It was probably a warm season.

At that time I lived in a family house - a forester's lodge in Międzybórz (located in Człuchów County in the former Koszalin Province, near the towns of Czarne and Rzeczenica).